26 lipca 2017

I will keep quiet. You won’t even know I’m here

You’ll never know what hit you
Won’t see me closing in
I’m gonna make you suffer
This Hell you put me in
I’m underneath your skin
The devil within
You’ll never know what hit you

Podobny obraz


 26 lat || cienie mnie przywołują || Skorpion || maska pamiątką i obietnicą || szpieg i okazjonalny zabójca || cel uświęca środki || nigdy nie zdradzę własnych ideałów i Cesarstwa

Słyszeliście kiedyś, że skorpiony w skrajnych przypadkach zjadają własnych braci? Ja widziałam to na własne oczy…
Kiedyś miałam dwóch braci, byliśmy trojaczkami.  Odkąd pamiętam byliśmy niczym części jednej, wspaniałej układanki. Dopełnialiśmy się. Ja potrafiłam stopić się z cieniami, byłam najzwinniejsza; Taru był najsprytniejszy, chociaż nie należał do rodu Kitsu z klanu Lwa, czuliśmy, jakby otaczała go mądrość naszych przodków; z kolei Jago był najsilniejszy – jednym uderzeniem potrafił skruszyć strukturę starych drzew.  Razem stanowiliśmy jedność, byliśmy jednym narzędziem, które za pozwoleniem ojca miało w przyszłości bronić potęgi Cesarstwa. Za maską wciąż wylewam łzy, ubolewając na faktem, iż zostałam tylko ja.
Pamiętam tę noc, jakby była wczoraj, chociaż minęło już osiem  lat.
Trojaczki od zawsze były uznawane przez Skorpionów za pechowe dzieci. Miłość ojca i matki była ponad ten stereotyp. Kochałam ich za to jeszcze bardziej, gdyż często czułam tę nienawiść wobec nas. Niepotrzebnie pozwalałam wyprzeć z siebie myśl, iż Taru również nasiąknął tą nienawiścią. 
Po zdanym gempukku dostąpiliśmy zaszczytu otrzymania pierwszej misji. Pamiętam ten dreszcz podniecenia, gdy polerowałam swoje zakrzywione ostrze. Na naszych maskach widniał, jak zawsze, pełen okrutnego zachwytu uśmiech, które zdobiły kły. Jago oraz Taru posiadali jeszcze krwiste rogi, ja jako druga z naszego rodzeństwa nie miałam żadnego, miałam jedynie znamię, które miało symbolizować naszą więź.  Ta misja miała przypieczętować naszą więź.  Wyruszyliśmy razem z pierwszymi promieniami Słońca.  Droga na dwór jednego z dworzan. Mężczyzna miał rzekomo parać się magią krwi, co później pokarało moją własną głupotę.
Gdy księżyc oświetlał nam drogę postanowiliśmy zrobić postój.  Jago miał przygotować spanie, Taru siedział nad naszymi planami, a ja poszłam po drwa. Gdy wróciłam serce pękło mi wpół. Jago dusił naszego ukochanego brata. Ruszyłam, aby ich rozdzielić, jednak kiedy ledwo udało mi się odsunąć młodszego brata, to ten, który rzekomo miał być ofiarą, wbił mu sztylet w serce. Ten sam, który otrzymał od ojca jako prezent po gempukku. Każdy z nas posiadał identyczny, ostrza miały być jedynie symbolem naszej miłości. Miłości, którą złamał przesąd. Nikt nie widział moich łez, które przysłaniała uśmiechnięta maska, jednakże Taru chyba i tak się domyślił.
- Był trzeci, przyniósłby nam zgubę. Dobrze zrobiłaś, siostro – jego ton brzmiał niezwykle obco, chociaż codziennie rozmawialiśmy. Zacisnęłam dłonie w pięści, powoli odchodząc w tył.
- Teraz nic nam nie grozi, droga siostro – chciał być ze mną szczery. Głos Taru przepełniała wiara i nadzieja, a moje serce krzyczało z nienawiści. Uciekłam, po czym skryłam się pośród koron drzew. Nie słyszał mnie ani nie widział. Co prawda był mądrzejszy, więc  zapewne zdążył przewidzieć każdy mój ruch, ale ja byłam bezpieczna. Mogłam sama pomyśleć, chociaż on ciągle mnie rozpraszał. Nie pozwalał skupić, uspokoić gniewu, który rósł z każdym słowem.  Kiedyś pewien uczony wyśmiał nas, mówiąc, iż Skorpiony pożerają swoich, gdy tylko zauważą w nich zagrożenie, bądź siłę do przeżycia. Miał nas za okrutne bestie, a mój najstarszy brat właśnie mi ją pokazał. Wzięłam cichy, aczkolwiek głęboki wdech, wędrując spojrzeniem do mojej rękawicy, ozdobionej szafirowymi szponami.  Jak mogłabym czuć się bezpiecznie u boku kogoś takiego? Tak, wszyscy byliśmy kłamcami, pełnymi fałszu, a nasze słowa miały zwodzić jedynie na pokuszenie, ale byliśmy lojalni. Lojalność to jedyna wartość, którą winniśmy respektować ponad wszystko inne – nie tylko wobec cesarza. Rodzinę należało szanować, przynajmniej dopóki jest wierna. Taru był zdrajcą. Zdjęłam maskę. To była szybka decyzja. Jago nie doznał tego zaszczytu i nawet nie spojrzał swemu zabójcy ostatni raz w oczy. Ja postanowiłam trzymać się zasad. 
- Bracie, dlaczego? – zapytałam, pozwalając, aby łzy lądowały na moim języku. Głos drżał mi, jakbym nadal nie wiedziała co zrobić. Byłam, jestem i zawsze będę Skorpionem. Łgałam zręczniej, niż mówiłam prawdę. Podszedł. Przeszłam na gałąź znajdującą się nad nim.
- Trojaczki są przeklęte, albo on, albo chwała Cesarstwa. Rodzice byli zaślepieni miłością, nie pozwól, aby zrobiła to samo z Tobą, Yori – odpowiedział. Słyszałam jego głos nade mną. Brzmiał jakby wierzył w tę bzdurę. Jedyną rzecz, której nie chciałam zaakceptować w swoim klanie.
- Wybaczam Ci, ukochany bracie. Złap mnie proszę, chcę przytulić się do twojego serca – zaśmiał się. Zaśmiał się wesołym głosem, jak wtedy gdy pierwszy raz niezauważeni wymknęliśmy się we trójkę, aby pośród wysokich skał podziwiać księżyc w pełni. Zniszczył tamto wspomnienie. Zeskoczyłam. Złapał mnie, a ja objęłam go. Nie pomyślał nawet, że mogę wbić własne szpony w jego szyję. Spojrzał na mnie zaskoczony, a jego usta niemo pytały ‘’dlaczego’’. Nie odpowiedziałam mu, to była pochopna decyzja, której żałuję do dzisiaj. Mimo, że zabił naszego najmłodszego brata, nadal był częścią mnie, tak samo jak ja byłam częścią jego.  Pomogłam mu się położyć. Ułożyłam ich obu obok siebie. Oderwałam robi z ich masek, po czym przyozdobiłam nimi swoją.
- Chcę, abyśmy nadal byli jednością. Kochającym się rodzeństwem – westchnęłam, wpatrując się w uśmiechnięte maski.  Spojrzałam na znamię, które teraz znajdowało się między parą rogów. Z krwi braci namalowałam sobie podobne na czole. To nie był tatuaż. Jedynie pamiątka, którą miałam zmyć dopiero, gdy moje serce pojmie czyny tej krwawej nocy.
Dworzanin, którego odwiedziłam faktycznie parał się magią krwi. Wyczuł krew pod maską i uwiązał ją tak, abym nigdy nie mogła jej zmyć, aby cesarz uznał mnie za zdrajcę. Przed własną śmiercią zobaczył na własne oczy znamię, którym mnie ozdobił. Od tamtego czasu nie zdjęłam maski nawet do snu. Robię to tylko podczas kąpieli, na krótką chwilę, a luster unikam sprawniej niż wzroku swych wrogów.
Mam kilka obaw, lęków, czasami bywam niepewna, ale to jest moje prawdziwe oblicze, schowane za krwiożerczą maską, którą poznasz. Czuję w sobie siłę Jago i mądrość Taru, nadal są ze mną, chociaż już nigdy ich nie zobaczę. Zabijam dla dobra Cesarstwa. Każde moje kłamstwo służy jego obronie, a trucizna, którą zaraz wypijesz będzie miała słodki smak, na który nie zasługują zdrajcy tacy jak Ty.
Jestem Skorpionem, a moje żądło zawsze atakuje z ukrycia…

I will be here
When you think you’re all alone
Sleeping through the cracks
I’m the poison in your bones
My love is your disease
I won't let it set you free
Till I break you

POWIĄZANIA 
________________________________________________________________________________________________
Witamy i liczymy na wątki! :D 
Kartę sponsoruje Blood Moon Diana z LOL'a oraz Digital Daggers- The Devil Within.
Dziękuję serdecznie cudownej Moon za pomoc przy tworzeniu postaci! 
Bawmy się, proszę~!
GG: 54735455
poczta: pers.quinn@gmail.com
Nomida zaczarowane-szablony